Chciałam zostać biologiem, wybrałam więc studia w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych i zaczęłam pisać książki.
Zajmuję się również animacją kultury, dziennikarstwem, bloguję, wymyślam życiorysy nieistniejącym artystom. Realizowałam krótkie utwory filmowe, próbowałam założyć Fabrykę Nieskończoności, tworzyłam ilustracje za pomocą kalki i żelazka (w ten sposób powstał również jeden z moich filmów). Pisałam wiersze i scenariusze, pracowałam w redakcji Kwartalnika Literackiego "Wyspa". Dostałam kilka nagród za teksty literackie i niezrealizowany dotychczas scenariusz serialu.
Moje utwory tłumaczone były m. in. na hiszpański, słoweński a także... na język przestrzeni ;-). To ostatnie dotyczy internetowej powieści dla dorosłych pt. www.terapia.me, którą w 2011 roku pokazałam w formie wystawy.
Skąd tak pokrętny życiorys zawodowy? Zamiast tłumaczyć przywołam pewną sytuację: wystawa moich obrazów wiele lat temu, na wernisażu pojawił się pewien biolog.
- Czy to przypadkiem nie są mitochondria? - spytał pokazując jedno z płócien. Cóż, nie było to mitochondrium tylko nieskończoność (w tamtych czasach interesowała mnie wyłącznie nieskończoność). Niemniej skojarzenie było trafne – estetyka organelli komórkowych miała duży wpływ na moje malarstwo. Nie tylko malarstwo zresztą. Ulubioną (i wymyślną przeze mnie) techniką animacji filmowej była animacja w żelatynie - doskonała do "mikrobiologicznych" efektów.
Warto również wspomnieć, że dziedziną, która najbardziej fascynowała mnie w naukach przyrodniczych była zoopsychologia (nie licząc naturalnie mikrobiologii – traktowanej raczej z estetyczno-filozoficznego punktu widzenia). Potem (zgodnie z kierunkiem ewolucji – od mikroorganizmów aż do człowieka) przerzuciłam swoje fascynacje z psychiki zwierząt na psychikę ludzką. Do dziś psychologia to jedna z ważniejszych inspiracji w moim pisaniu.
Gdy po liceum porzuciłam definitywnie myśl o karierze zoopsychologa zamiłowanie do świata przyrody przeniosło się na inne sfery mego życia. Nie jadam mięsa, a w moim domu zawsze są jakieś zwierzęta. Ostatnio planuję przeprowadzkę... ze wsi na wieś. Tam (na tej drugiej wsi, gdzie kiedyś zamieszkam) łatwiej spotkać lisa lub dzika, nad rzeką przemykają zimorodki, a za oknem nawołują się żurawie.
Zarzucają mi, że trzymam dziesięć srok za ogon. Nie wiedzą, że granice w moim świecie przebiegają inaczej niż podziały w teorii sztuki i chętnie ulegają rozkładowi, jak materia w przyrodzie, która tak łatwo zmienia formę, przechodząc z jednego ciała w drugie. Nie mogę więc inaczej. Niezależnie od tego, co robię (...) zawsze zajmuję się tym samym.
www.suwalska.info