Nie wszystko, co ma okładkę i strony jest książką. "Emily" bliżej raczej do komiksu i myślę, że wszystkich fanów sztuki "obrazek plus tekst" zachwyci. Zwłaszcza, że wydana jest z niezwykłą starannością. Minimalna ilość tekstu wcale nie oznacza minimalnej ilości treści. Można się w to dziwo wczytywać głębiej i głębiej, i ciekawych się rzeczy doczytać. Mnie to przypomniało, jaka byłam wiele lat temu. A moja trzynastoletnia siostrzenica (ubrana w koszulkę w czaszki) po prostu się śmiała.