Jedna nie wyobraża sobie życia bez sportu, świetnie pływa i żegluje, druga woli szachy i komputer. Jedna flirtuje i łamie serca, druga nieśmiało czeka na wielką miłość. Jedna lubi pisać listy, druga wstydzi się swojej dysleksji.
Dwie siostry, dwa charaktery... jeden chłopak. I nic nie jest takie, jakie wydawało się na początku.
Dlaczego Marzena nie lubi schodów? Komu śnią się syreny i co może się wydarzyć latem na jeziorze?
Anna Łacina ("Czynnik miłości", "Kradzione róże") tym razem opowiada o wytrwałym pokonywaniu przeszkód, zastanawia się nad problemem odmienności oraz stawia pytanie o siostrzaną lojalność i jej granice.
PATRONI MEDIALNI:

Ania i Marzena to siostry. Ukształtowała je te sama przeszłość, choć wkroczyły w nią odmiennie. Pierwsza zdaje się pozostawać w cieniu drugiej. Ale obydwie stały się właśnie dorosłosłe. I walczą. Walczą o miłość, o każdy dzień. O tą… zwyczajność.
Cóż więc specyficznego w tej książce? Dlaczego zaczęłam od „zapominania” i cytatu o snach? Bo czasem nam się wydaje, że więcej już nie udźwigniemy. A tak naprawdę jesteśmy zdolni, jak bohaterki, by codziennie dokładać sobie kilka cegieł i zapominać, że je dźwigamy, ale będąc przez nie kształtowanymi. I właśnie o tym jest ta historia. I o szczęśliwości naturalnej, która zwyczajnie się trafia i wtedy trzeba ją łapać. Oraz o „niepełnosprawności”, tej, której nie widać, do której nie potrzeba wózka.
Opowieść Anny Łaciny jest piękna. Głęboka. Cudownie napisana. Cechuje się przemyślanymi, ostro nakreślonymi bohaterkami. Porusza wiele problemów, które przenikają nas, lub omijają z daleka… Ale przede wszystkim jest doskonale naturalna. Taka wilgotna i odważna. Choć i odrobinę baśniowa. Taka poprawna. Taka, że zazdroszczę. Bo ja nie miałam Babci ani Dziadka. Nikt mi nie pomógł sobie przypomnieć przeszłości. Mnie nikt nie naprawiał. A Ania i Marzena mają szansę… Tylko która z nich tak naprawdę potrzebuje pomocy? A może są tutaj, by tylko pomagać innym?